Klaudia została pochowana w harcerskim mundurze…

Felietony

Z bardzo głębokim smutkiem przeczytałem tekst w elektronicznym wydaniu Nowego Wyszkowiaka o pożegnaniu Klaudii Domalewskiej – harcerki, uczennicy II klasy szkoły średniej, koleżanki, przyjaciółki, nade wszystko kochanej Córki. Wobec tak niepojętej tragedii chciałoby się tylko pomilczeć. Bo nie sposób znaleźć ani słowa pocieszenia dla najbliższych, ani wytłumaczenia czy i dlaczego „Bóg tak chciał”… Mam świadomość również, że wszelkie słowa komentarza mogą sprawić ból najbliższym. Niech będą one jednak odebrane jako słowa jedności i współczucia.

Kiedy piszę te słowa, Rzym już powoli zasypia, a do głowy przychodzą mi Słowa z Pisma Świętego: „Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma” (Jr 31, 15). Po raz kolejny zadaję pytania: Jak utulić, jak wytłumaczyć, jak zrozumieć? W obliczu takiego dramatu pytań jest zawsze więcej niż odpowiedzi.

My – ludzie wiary – w obliczu tak smutnych wydarzeń zadajemy Bogu pytania. Często te pytania mają formę wyrzutu. Podobne pytania – skierowane do nas – zadają nam Ci, którzy Bogu nie wierzą: „I gdzie był wasz Bóg?”. I gdybyśmy poprzestali na tym pytaniu, to dramat tego wydarzenia będzie się wciąż pogłębiał. Bo odpowiedź nie przyjdzie. Może by i przyszła, ale robiąc wyrzuty ludziom czy Bogu nie oczekujemy odpowiedzi – tłumaczenia. Zadajmy więc inne pytanie: „Co Bóg mi może dać w obliczu śmierci bliskiej mi osoby?”.

Kiedyś jeden z moich przyjaciół, który jest księdzem, powiedział, że ludziom niewierzącym musi być naprawdę trudno w życiu. Bo dla nich dramat odejścia (czy to nagłego, czy w wieku podeszłym) zawsze wiąże się ze słowem „żegnaj” – nie spotkamy się już nigdy. Człowiek wierzący ma tę nadzieję, w której wierzy, że choćby rozstanie miało trwać bardzo długo, to wciąż ono pozostaje tylko rozstaniem. Że prędzej czy później przyjdzie czas spotkania i radości. I tej „ostatecznej” radości już nic nie przerwie, nikt nie zabierze. Muszę przyznać, że te słowa bardzo często przypominam w obliczu odejścia kogoś bliskiego.

Zatem Bóg chcę nam dać tę pewność, którą dał dwa tysiące lat temu Jairowi, kiedy ten przyszedł do Jezusa prosić o to, aby Nauczyciel przyszedł do jego domu i uzdrowił umierającą córeczkę. Mistrz od razu skierował swoje kroki do domu Jaira. Wtem przyszli ludzie i zaczęli mu wyrzucać, iż niepotrzebnie prowadzi Jezusa do swojego domu. Córka właśnie umarła. „Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!».” (Mk 5,36). Wierz tylko – miej wiarę, a stanie się to co obiecałem – mówi Pan. Jairowi Jezus obiecał uzdrowienie córki – i to się stało. Nam wszystkim – spotkanie z naszymi bliskimi po śmierci, tam – gdzie śmierci już nie ma. A zatem nie pytajmy o to, gdzie był Bóg – bo On był – i mówił: „Wiem, że nic z tego nie rozumiesz, ale wierz tylko…”.

Klaudia służyła w harcerstwie. W tym samym hufcu co ja. I choć odeszła na „wieczną wartę” wierzę, że w Niebie chodzi w harcerskim mundurze „wodniaków”. I tak jak tutaj, na Ziemi Wyszkowskiej służyła Bogu i Polsce, tak teraz służy swoim bliskim modlitwą i bliskością z Tym, Który dał jej życie. Na swoim fejsbukowym profilu napisała słowa skierowane przez Roberta Baden – Powella (założyciela skautingu): „Sta­raj­cie się zos­ta­wić ten świat choć trochę lep­szym, niż go zastaliście”. I chociaż przyszło Klaudii ten świat zostawić tak wcześnie, to wierzę mocno, że dzięki niej stał się lepszy, niż był 17 lat temu! Chciałbym dodać jeszcze jeden cytat – z harcerskiej pieśni obrzędowej:

„A gdy spyta Cię ktoś, skąd ten Krzyż na Twej piersi – Z dumą odpowiedz mu: Taki mają najdzielniejsi…”.

Czuwaj!

Ps. Być może te słowa będą czytać Bliscy naszej Druhny Klaudii – składam Wam bardzo gorące i szczere wyrazy współczucia i jedności. Również w modlitwie, tutaj w Rzymie u grobu bł. Jana Pawła II.

xFilo

27.02.2013

Tytuł zawiera słowa z artykułu „Odeszła na Wieczną Wartę” Sylwii Bardyszewskiej – Nowy Wyszkowiak.

Dodaj komentarz